niedziela, 18 marca 2012

Noah and the Whale "Last Night on Earth"


O tej płycie nie mogłabym nie napisać. Towarzyszyła mi ona w czasach ciemnoburych chmur za oknem, nagich drzew i śmieci, które po stopnieniu śniegu odważnie wychynęły na przytłumione światło dzienne i wylegują się teraz na zgniłych liściach i zmaltretowanej trawie.
"Last Night on Earth" jest trochę melancholijna, a przede wszystkim kiełkuje z niej nadzieja na inną, lepszą przyszłość. "Będzie dobrze!" mówią mi te piosenki, czemu mam im nie wierzyć, szczególnie jeśli wyśpiewuje je taki elegancki wokal (yhm, tak, elegancki).
Warto wspomnieć w jakim czasie Charlie Fink wraz ze swoimi kolegami tworzył te utwory. Na drugiej płycie Charlie godził się z rozstaniem z Laurą Marling, na tej płycie Charlie wydaje się nie tylko pogodzony z losem, ale pełen nadziei na lepsze jutro.
Na "Last Night on Earth" panowie oddalili się od swoich folkujących korzeni, teraz są bardziej popowi, a piosenki rozwijają się w małe historie. Charlie po raz pierwszy pisze w trzeciej osobie, jednak nie da się nie zauważyć, że jego emocja grają tu dużą rolę. L.I.F.E.G.O.E.S.O.N ma zaraźliwy refren i już po jednym przesłuchaniu gra w głowie, zresztą na całej płycie nie brakuje dobrych refrenów i chwytliwych melodii.
Jednak album nie jest wesołą laurką dla życia, owszem jest tu wiara w lepsze życie, ale do pełni szczęścia trochę brakuje. Są też bardziej ponure momenty jak w powolnej "Wild Thing", pięknie rozwija się "Old Joy" z rysą gospel, świetne zakończenie dobrej płyty.
Dobrym podsumowaniem dla atmosfery "Last Night on Earth" jest "Waiting for My Chance to Come" smutne życzenie o to, żeby doczekać się swojej szansy na szczęście. Miejmy nadzieję, że Charlie i my wszyscy doczekamy się takiej szansy.

Poznaj i pokochaj

środa, 15 lutego 2012

Lianne La Havas "Lost & Found" [EP]


Na Lianne La Havas natrafiłam przypadkiem. Powinnam ją znać wcześniej z listy BBC, jednak przyznaję, że ledwo zerknęłam na to co zostało przez nich uznane za dobrze zapowiadające się dźwięki w 2012 roku. Zobaczyłam: Skirllex, pomyślałam: "znowu" i wyniosłam się ze strony. Szkoda, ponieważ nie dojrzałam Lianne.
Dziewczyna nie ma jeszcze na koncie debiutu, ale za to wydała ładną EP-kę. Jest na niej akurat tyle utworów, żeby poznać co proponuje Lianne. Nie wiem jak będzie wyglądał jej pierwszy album, ale w tej krótkiej formie poradziła sobie całkiem nieźle.
Pierwsza piosenka na płycie "No Room for Doubt" zaśpiewana razem z Willym Masonem to również najlepszy utwór z EP-ki. Myślę, że niebagatelny wpływ na jakość tej piosenki miał Willy, którego twórczość darzę ciepłymi uczuciami. Nie odmawiam Lianne wpływu na to małe dzieło sztuki, bez niej nie byłoby tej piosenki. Jej przyjemny, jasny głos pięknie współgra z uspokajającym głosem Masona i pięknie wybrzmiewa na tle skromnego instrumentarium.
W "Age" Lianne również towarzyszy tylko gitara. Świetnie to brzmi, tym bardziej jeśli wsłuchamy się w słowa piosenki, w której Lianne śpiewa o uczuciu, które sprawiło jej ból i o nowym uczuciu tym razem do starszego mężczyzny: "So is it such a problem that he's old?/ As long as he does whatever he's told". Właśnie tę piosenkę Lianne usłyszałam jako pierwszą. Wykonała ją w programie "Later with Jools Holland" z takim urokiem, w taki sposób, że nie mogłam oderwać od niej oczu i uszu oczywiście.
Zobaczymy co będzie dalej, na razie warto uprzyjemnić sobie życie słuchając piosenek tej młodej artystki, na jej stronie znajdziecie darmową EP-kę do pobrania.

Poznaj i pokochaj

wtorek, 20 grudnia 2011

Benjamin Francis Leftwitch "Last Smoke Before The Snowstorm"


Benjamin ma 22 lata, w tym roku wydał swój debiut i dołączył do artystów, których poczynania będę śledzić. Same osiągnięcia.
"Last Smoke Before The Snowstorm" to delikatna, senna płyta. Głos Benjamina jest bardzo relaksujący, buduje poczucie, że jest się razem z autorem w jego intymnym świecie. Nie czuję znudzenia słuchając jego subtelnego głosu, na tle smyczków i gitary, chociaż wyobrażam sobie, że niektórzy mogą uznać jego sposób śpiewania za monotonny. Dla mnie ten młody artysta brzmi autentycznie, a wokal odpowiada za przyjemny klimat albumu.
To właśnie ta delikatność, spokój jaki bije z tej płyty nadaje piosenkom dużo uroku i przyciąga mnie do siebie. "Shine" adekwatnie do tytułu błyszcz, to najweselsza pozycja na płycie - przyjemna, niewinna piosenka o życzeniu komuś znalezienia prawdziwej miłości. Do "Pictures" z subtelnym plumkaniem gitary wracam najczęściej. Kończy się prostą, ale przemawiającą do mnie, konstatacją: "You've been around and youve seen,/The way that things work,/But you need a compass to,/Get around your house." Czasem najciężej jest nam zrozumieć swój własny świat.
Teksty Benjamina to na pewno nie jest szczyt oryginalności - są po prostu ładne i niepretensjonalne. Prostota to nie zarzut, wręcz przeciwnie.
Czasem wystarczy, żeby było ładnie, relaksująco i przyjemnie. Jak wtedy kiedy leży się na trawie w ciepły wiosenny dzień, a słońce prześwituje przez liście i ogrzewa nam twarz. Właśnie taka jest ta płyta.


Poznaj i pokochaj: Pictures i Shine

niedziela, 2 października 2011

Ben Howard "Old Pine" [EP]


Ben Howard ma 23 lata i gra folkujące piosenki na gitarze. Nic nowego, młodzi ludzie z akustyczną gitarą pojawiają się na scenie jak grzyby po deszczu, no i świetnie, tym razem z zastępu młodych artystów udało mi się wyłowić Bena.
Ben jest fanem surfingu z Devon, który zrezygnował z dziennikarstwa na rzecz muzyki. Nie wiem jak wychodził mu ten pierwszy zawód, ale nie popełnił błędu wiążąc swoją przyszłość z muzyką.
Główny instrument to oczywiście gitara. Na szczęście nie czuje się znużenia jej dźwiękami i to nie dlatego, że EP-ka jak na takie wydawnictwo przystało jest krótka (cztery utwory), ale dlatego, że Ben łączy jej dźwięki z wiolonczelą, a przede wszystkim dlatego, że jego gra brzmi bardzo emocjonalnie. Tak samo jak jego śpiew. Ben ma mocny, dźwięczny głos. Najwolniejsza "Three Tree Town" opiera swój główny ciężar na zmianach w głosie Bena i płynnie przechodzi w piękną "Old Pine". Myślę, że to ona właśnie może przyciągnąć największą uwagę słuchacza. Rozwija się co raz mocniej podkreślając wokal i skupiając uwagę na refrenie, który chce się pamiętać i śpiewać z Benem. "Old Pine" opowiada o młodości, wspomnieniach ze wspólnych wyjazdów, kiedy świat jest piękny i bezpieczny, a problemy nie istnieją. Nostalgiczna, ale bardzo ciepła piosenka.

Debiut Bena Howarda ma niedługo ujrzeć światło dzienne, wyobrażam sobie, że będzie to pełna emocji płyta, której trzeba będzie poświęcić trochę czasu, żeby dobrze ją poznać, ale nie będzie to czas zmarnowany.

edit: Debiut, zgodnie z przeczuciem, świetny. Muzyka Bena podoba mi się jeszcze bardziej niż na początku, polecam z czystym sercem.

Poznaj i pokochaj

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Foster The People "Torches"


Pod koniec lata miałam sprawdzić, która z płyt wysunęła się na prowadzenie w moim wakacyjnym rankingu i opisać ją tu jako płytę z wakacyjnym znakiem jakości. Lata nie było, ranking to u mnie konstrukt teoretyczny, a moje wakacje mało mają wspólnego z wypoczynkiem. Jednak coś z mojego planu się zachowało: jedna z płyt wysunęła się na prowadzenie w quais letnie dni i dodatkowo sprawiła, że wydawały się one cieplejsze niż były w rzeczywistości.
"Torches" to debiut trzech kolegów z Kalifornii: Mark Foster odpowiada m.in za wokal, Mark Pontius za perkusję, a Cubbie Fink za bas. Ta płyta to eksplozja energii, refreny są chwytliwe, muzyka jest radosna, czuć w niej podekscytowanie.
Wokal Marka jest lekki, czasem relaksuje, czasem dodaje piosenkom jeszcze więcej dobrej energii. Warto posłuchać akustycznych nagrań utworów z "Torches", czy po prostu wykonań na żywo, świetnie słychać w nich jak ciekawym głosem operuje Mark.
Druga na płycie "Pumped Up Kicks" to piosenka, która ściągnęła na zespół zainteresowanie publiczności. Trudno się dziwić - trudno o niej zapomnieć, jak można napisać tak świetną popową piosenkę i nie zostać zauważonym? Panowie zmuszają do tańca i do śpiewania świetnego refrenu.
Utwór jest radosny, ale w warstwie tekstowej opowiada o dzieciaku, który ma zamiar wybrać się z bronią na polowanie i to nie na zwierzęta, a na kolegów. Lubię takie połączenia i okazuje się, że wokalista również. To cecha nie tylko tej jednej piosenki, ale całego albumu, we wpadającym w ucho "Houdini", Mark deklaruje, że czasem chciałby zniknąć. Porywająca "Call It What You Want" opowiada o potrzebie bycia wolnym: o uwolnieniu się od etykietek i oceniania wszystkiego wokół.
Panowie śpiewają o wolności, odwadze do wypowiadania swojego zdania ("Warrant"), miłości ("Love"; "I Would Do Anything for You"), czyli o wszystkim co powinno być tematem piosenek młodych zespołów. Robią to z takim zapałem, że nie sposób oprzeć się tej słonecznej płycie, nawet w mało słoneczne dni.


Poznaj i pokochaj

niedziela, 31 lipca 2011

Ed Sheeran "One Take" [EP]


Edem zainteresowałam się kiedy usłyszałam "The A Team". Ed ma pełnoprawny debiut jeszcze przed sobą, jednak skutecznie, krok po kroku, przygotowywał sobie grunt do jego wydania. Przygotowania obejmują pare EP-ek, sporo zagranych koncertów i klip do "The A Team", która to piosenka o uzależnionej od narkotyków prostytutce, jest pierwszym singlem z nadchodzącej płyty.
Na EP-ce "One Take" znajdziemy dwa utwory. "Wayfaring Stranger" to cover wersji Jemiego Woona, ta piosenka opowiadająca o podróży przez życie sięga korzeniami XVIIIw. Drugi utwór "UNI" to piosenka o nie do końca szczęśliwej miłości. Po tych dwóch piosenkach czy po tych, które słyszałam, a których tu nie ma, nadal nie do końca wiem czego spodziewać się po albumie Eda. Ed łączy akustyczne granie z rapem, nie ucieka od popu, używa loopów - grając na żywo tworzy je na poczekaniu, śpiewa słodkim głosem i wygląda jak kumpel ze szkolnej ławki. Uh.
Nie wiem co usłyszę na jego debiucie, ale czekam na "+", żeby przekonać się czy warto było czekać. Póki co ta EP-ka, pierwszy, a także drugi świetny singiel "You Need Me, I Don't Need You", przekonują mnie, że nie czekam na darmo.

"One Take" można za darmo pobrać ze strony Eda.

edit: Okazuje się, że płyta Eda nie spełniła moich oczekiwań, chociaż nadal jest na niej pare fajnych piosenek. Zobaczymy co będzie dalej Ed, na razie jest za słodko.


Poznaj i pokochaj