niedziela, 31 sierpnia 2014

George Ezra "Wanted On Voyage"

George Ezra to następny młody (21 lat) artysta, o którym zrobiło się ostatnio głośno. George jak na swoje młode lata ma bardzo dojrzały, głęboki  głos, którym już na początku płyty wygrywa uwagę słuchacza.
To co ma do zaoferowania George pięknie pokazuje świetna pod wieloma względami siódma na albumie, a pochodząca z EP-ki "Did You Hear the Rain?". Zaczyna się wstępem a capella, a później rozwija się w mroczną bluesową piosenkę. "Oh, did I send a shiver/Down your spine?" śpiewa George i aż chce się odpowiedzieć "tak!", bo aż czuć ciarki przechodzące po plecach od tego mocnego wokalu wybrzmiewającego na tle mrocznej muzyki. Na płycie znajdziemy mieszankę folku, bluesa, indie. Piosenki mają raczej prostą formę, cieszą dobre teksty i chwytliwe melodie. Na tej płycie jest wiele pozostających w pamięci momentów, choćby "Budapest" czy "Cassy O' ", które łatwo zacząć nucić razem z ich sympatyczny autorem.
George brzmi dobrze również w mniej przebojowym repertuarze. "Breakaway" rozwija się powoli aż do podbijającego wymowę piosenki chóru na końcu. Piosenka opowiada o dziewczynie z poczuciem wartości zdeptanym przez jej partnera, George oferuje jej schronienie. Bardzo podoba mi się ten spokojny i pełen powagi utwór.
Dla Georga inspiracją dla albumu była jego podróż do Europy, a teraz on zabiera nas w podróż, a za  przewodnika mamy jego chropowaty głos. W wywiadzie dla coupdemainmagazine.com George powiedział, że jedyne czego pragnie to, żeby jego muzyka została w czyjejś pamięci, a już wspaniale by było gdyby stała się ścieżką dźwiękową dla czyichś szczęśliwych dni. Myślę, że jego życzenie właśnie się spełnia, przynajmniej jeśli chodzi o mnie.


Poznaj i pokochaj ponure dźwięki i te weselsze

środa, 25 czerwca 2014

Rhodes "Raise Your Love" [EP]

"Raise Your Love" to pierwsza EP-ka Davida Rhodesa. Niedawno wydał drugą - "Morning", obie są warte uwagi, ale napiszę o pierwszej, ponieważ to piosenki z tej EP-ki sprawiły, że nie spuszczę z oczu tego co robi ten 24-letni Brytyjczyk.
Co ciekawe Rhodes tworzy dopiero od roku, a już ściągnął na siebie zainteresowanie. Jeśli posłuchacie jego piosenek będziecie wiedzieli, że to zainteresowanie nie jest na wyrost, że David ma to "coś".
Pierwsza piosenka "Run" i zamykająca EP-kę "Raise Your Love" powalają. W refrenie "Run" David przejmująco śpiewa: "Oh, why do we run, run, run/so far from each other?" (w niektórych momentach Rhodes przypomina mi Bena) i to jest jego specjalność - poruszanie słuchacza. "Raise Your Love" z delikatną gitarą i perkusją w tle, z jasnym głosem Davida na pierwszym planie zachwyciła mnie przy pierwszym odsłuchaniu. W obu tych piosenkach jest przestrzeń, lekkość i dramatyzm. David angażuje słuchacza w przeżywanie razem z nim trudnych emocji.
I jakie to jest wszystko boleśnie piękne.


Poznaj i pokochaj

piątek, 20 czerwca 2014

Years & Years "Real" [EP]


Years &Years dopiero zaczynają swoją muzyczną drogę. "Real" jest ich drugą EP-ką, którą wydali w lutym tego roku, teraz szykują trzecie EP. Na "Real" są właściwie dwie piosenki: "Real" i "Eyes Shut". Reszta to remixsy. Remix jako taki nieczęsto mnie interesuje, więc te też są mi obojętne.
Wokalistą grupy jest Olly Alexander, który spełnia się też jako aktor (m.in "Skins"; "Jaśniejsza od Gwiazd"; "Wielkie Nadzieje") jednak to nie ten fakt zapewnił im umowę z Kitsuné. Pulsująca muzyka i ciekawy głos Olly'ego powinny poprowadzić ich prosto do większych sal. Mam nadzieję, że ich następne dokonania będą równie dobre jak świetne "Real" - co cieszy, świetne nie tylko muzycznie, ale też tekstowo. Do piosenki mamy równie fajny klip w którym występuje Ben Whishaw, z którym Olly grał w "Jaśniejsza od Gwiazd". Olly wytłumaczył, że bardzo podoba mu się sposób w jaki tańczy Ben i chciał, żeby ludzie w klipie tańczyli właśnie tak - jakby byli zahipnotyzowani. Powstał z tego bardzo ładny obrazek.




Poznaj i pokochaj

niedziela, 27 kwietnia 2014

Keaton Henson "Birthdays"

Keaton Henson zachwycił mnie piosenką "Sweetheart, What Have You Done to Us". To piękne, kiedy trafia się na taką piosenkę, na takiego artystę. "Birthdays" to płyta z którą można przeżyć wiele poruszających chwil.
Zanim posłuchacie płyty warto wiedzieć choć trochę o jej autorze. To drugi album ilustratora i muzyka z Londynu, za którym stoi pare dobrych recenzji, a mimo tego Keaton nie promował go intensywnie na koncertach. Henson, jak wynika z jego słów, cierpi na lęk społeczny, który sprawia/sprawiał (obecnie Keaton ma już na koncie pare koncertów), że występowanie przed publicznością to dla niego ogromny wysiłek.
Keaton może i szczególnie często nie wywnętrza się na scenie za to ujawnia swoje uczucia na płycie. To bardzo intymne, introwertyczne piosenki, dowiemy się z nich dużo o samym autorze, jednak nie oznacza to, że nie będziemy mogli ich odnieść do siebie, przecież emocje obrazowane przez Keatona są nieobce wielu ludziom.
Głos Keatona jest kruchy, wywołuje bardzo silne uczucia, kiedy ten głos wyśpiewuje takie słowa jak: "Please do not hurt me love,/I am a fragile one(...)Please do not break my heart,/I think it's had enough/pain to last the rest of my life." wiemy, że nie ma tu odrobiny afektacji. Ta płyta to głównie trzy rzeczy: głos Keatona, jego teksty i gitara. Ciekawie słucha się tej płyty jako całości, myślę, że niezłym zaskoczeniem po delikatnych dźwiękach pierwszych piosenek jest brzmienie końcówki "Don't Swim", ale prawdziwe zdziwienie może nas czekać w "Kronos", jednej z najlepszych piosenek na płycie. "Kronos" jest okrutna i agresywna: "Are you gonna let me take your soul?/My god, you lead me on, I'm gonna eat you whole". Taka wersja Hensona jest równie przekonująca jak ta delikatna i krucha.
"Birthdays" to smutna opowieść o związkach, o okazjach, którym pozwalamy mijać jak w "The Best Today" (utworze o przypadkowym zauroczeniu w podróży o którym zapominamy zaraz jak zamkną się za nami drzwi pociągu) i przede wszystkim o poczuciu izolacji, samotności jak w "Lying to You": "As we lie in bed I feel lonely, Though we're young, I feel eighty years old". Jest tu też cierpienie i złość.
Na koniec wrócę do "Sweetheart, What Have You Done to Us". Warto zacząć poznawać twórczość Keatona od tej piosenki wypełnionej bólem i przejmującej szczerością wyznania. Obejrzyjcie klip, Keaton patrzy w nim wprost na widza, pozostawiając mnie z niejasnym uczuciem, że nie wiedząc czemu Keaton zaufał nam wszystkim tak bardzo, że pozwolił nam słuchać czegoś tak osobistego.


Poznaj i pokochaj tego łagodniejszego i tego agresywniejszego Keatona

sobota, 22 lutego 2014

Active Child "You Are All I See"

Pod nazwą Active Child kryje się Pat Grossi. Ta płyta to jego debiut z 2011r. (w październiku tego roku ukazała się jego nowa EP-ka).
Na muzykę Active Child trafiłam wędrując po internecie, piosenka za piosenką i nagle szybsze bicie serca, piękny głos - "Hanging On". Nie potrafiłam oderwać się od tej piosenki.
Ta płyta to połączenie elektroniki z dźwiękami harfy i silnym, ale eterycznym głosem Pata, który sposób śpiewania wyniósł z chóru. Swój falset Grossi szlifował jeżdżąc po świecie z Filadelfijskim Chórem Chłopięcym, do którego dołączył jako dziewięciolatek. Później zrezygnował z chóru, ale okazało się, że kiedy znowu wrócił do muzyki, tylko ten styl śpiewania był dla niego naturalny. Całe szczęście, bo głos Grossi'ego brzmi pięknie w tej formie.
Ta płyta świeci światłem rześkiego poranka, czuć ją niezmierzoną przestrzenią nad którą unosi się mgła i ciszą w kościele ze smugami światła przesączającymi się przez witraże. Syntezatory spajają się z harfą, a sposób śpiewania nieuchronnie kojarzy się ze strzelistymi katedrami. Teksty dotyczą  miłości, czasem tych przyjemniejszych, ale w większości tych mniej przyjemnych aspektów tego uczucia. Teksty są dość proste, to przepełniony emocjami wokal nadaje im sens. Otwierające płytę "You Are All I See" pokazuje co nas może czekać ze strony Grossi'ego, utwór mieni się dźwiękiem harfy, brzmi relaksująco i świeżo. Jedna z ostatnich na płycie piosenek, majestatyczna "Johnny Belinda", chwyta za serce, głos Pata opowiada historię pełną bólu. Nie wiem co tak naprawdę kryje się za tą piosenką, ale brzmi ona bardzo prawdziwie.
Warto wspomnieć o dwóch klipach, które, tak się miło złożyło, towarzyszą dwóm moim ulubionym piosenkom: "Hanging On" i "Johnny Belinda". Pięknie oddają ich klimat, a wręcz podkreślają ich atmosferę i dodają dramatyzmu. Warto obejrzeć.


Poznaj i pokochaj

czwartek, 26 grudnia 2013

Woodkid "The Golden Age"

Tą płytą postanowiłam zakończyć mój blogowy rok 2013. Yoann Lemoine, Francuz ukrywający się pod pseudonimem Woodkid, urzekł mnie swoim debiutem - muzyką, głosem, klipami i genialnym koncertem 7 grudnia w warszawskiej Arenie Ursynów.
Bardzo podoba mi się to, że Lemoine dba o to, żeby jego muzyka miała odpowiednią oprawę; czarno-białe klipy ze znakiem kluczy, które Yoann ma wytatułowane na rękach, to, że na scenie bębniarze stoją bez ruchu do chwili w której zaczynają wybijać rytm, takie drobne rzeczy sprawiają mi dużą przyjemność. Nic dziwnego, że dla Woodkida klimat płyty rozciąga się na wizualizacje, Yoann jest reżyserem klipów dla np. Lany Del Rey, Katy Perry, Rihanny. Jak powiedział w wywiadzie dla nbhap.com : I can’t see visuals not being linked to sound and sound not being linked to visuals. It has to come together.
To, że Yoann robi klipy dla wielkich z popowego świata, nie oznacza, że jego muzyka leży w tej samej muzycznej galaktyce.
"The Golden Age" jest pełna siły, klimat jest bardzo podniosły, kojarzy się raz z marszem wojska, raz z kościelnymi organami;  to niezwykle udany mariaż poetyckich, czasem wzruszających tekstów z mocno zarysowanym rytmem i muzyką, która karze ci podnieść się i walczyć. Płyta odnosi się do złotego wieku Woodkida, czyli dzieciństwa, a właściwie do opuszczenia tego czasu i wejścia w życie, co najlepiej słychać w "Run Boy Run".
Pierwszą piosenką, która mnie zachwyciła było chwytające za serce "I Love You". Tytuł nie pozostawia wiele do domysłu. Piosenka opowiada o straconej miłości, o tym, że jedna osoba jeszcze kocha, a druga już jej nie dostrzega. Piosence towarzyszy piękny klip z  występującym w nim modelem Matveyem Lykovem.
Równie wzruszająca jest "Where I Live". To już zupełnie inny utwór, nadal smutny, ale już zdecydowanie bardziej cichy. Opowiada o osobie, która żałuje tego jak wyglądało jej życie - było uczciwe, decyzje były podejmowane rozważnie, mimo tego nie było w nim szczęścia, podążenia za potrzebą serca.
Płyta jest bardzo spójna pod względem tematu i muzyki, jednak nie jest monotonna. Chwile wzniosłe podbite orkiestrą, w których czujemy się częścią wielkiej, pasjonującej historii przeplatają się z refleksyjnymi, spokojnymi momentami. Nad wszystkim pięknie wybrzmiewa głęboki głos Woodkida.
Jedno z bardziej intrygujących wydawnictw w kończącym się 2013 roku.


 Poznaj i pokochaj

niedziela, 3 listopada 2013

Editors "The Weight of Your Love"

Nowa płyta Editors to jak zawsze zmiany w muzyce, jednak tym razem to też zmiany w składzie. Z zespołu odszedł Chris Urbanowicz. Oczywiście na początku oficjalnym powodem takiej zmiany były różnice w postrzeganiu muzycznej przyszłości zespołu, ale jak przewinęło się później tu i ówdzie panowie po prostu przestali się dogadywać. Na jego miejsce weszło dwóch panów Justin Lockey i Elliott Williams. Jest to zmiana niemała, ponieważ Chris nie tylko należał do zespołu od początku jego istnienia, ale dźwięk jego gitary czy syntezatorów miał duży wpływ na brzmienie zespołu.
Panowie, po trzeciej płycie, na której syntezatory odgrywały główną rolę, znowu dali szansę gitarom. Jest to zdecydowanie bardziej rockowa płyta. Znalazło się też sporo miejsca dla smyczków.
"The Weight of Your Love" zaczyna "The Weight". Mocna i mroczna. Tom swoim głębokim głosem obiecuje: "I wouldn't sing about death", którą to obietnicę oczywiście łamie tą piosenką. Jednak głównym tematem płyty jest miłość. Po Editors nie możemy spodziewać się słodkich utworów o tym uczuciu, które napędza pewnie 3/4 twórczości na świecie. Miłość na tej płycie jest uczuciem trudnym, wiąże się z rozstaniami, bólem, ciężarem, który nas przytłacza, ale też, jak w przebojowej "A Ton of Love", z pożądaniem.
Piosenka za piosenką Editors nie schodzą poniżej wysoko ustawionej poprzeczki, każda z piosenek jest warta zapamiętania i chyba żadna z nich nie nastręczy trudności w tym temacie.
Tom na tej płycie pozwala nam poznać trochę inną stronę swojego głosu, wysoko, z bardzo dobrym efektem śpiewa m.in w "What Is This Thing Called Love". Jest to bardzo bezpośrednie i wzruszające wyznanie o końcu uczucia.
Ciekawą zmianą w zespole, która zaszła w raz z pojawieniem się dwóch nowych członków, jest pojawienie się nowego wokalu, który zdecydowanie nie jest na pierwszym miejscu, ale jest tłem lub jest obok głosu Toma. Jednak jest to duża nowość, do tej pory Tom rządził niepodzielnie na tym stanowisku. Autorem tej zmiany jest Elliott Williams, jestem jak najbardziej za, wokal Williamsa współgra z głosem Toma i jest po prostu ciekawy.

Każda płyta Editors jest inna, tak samo jest z tą. Ten zespół mnie nigdy nie zawiódł, każde ich wcielenie było dla mnie udane, nawet to bardziej elektroniczne. Muzyka zmienia się tak jak zmieniają się ludzie, którzy ją tworzą. Dla mnie każda zmiana w brzmieniu Editors jest tak samo satysfakcjonująca. "The Weight of Your Love" to świetna płyta z piosenkami stworzonymi do koncertowych szaleństw, jak "Formaldehyde" i z tymi skromniejszymi, jak piękna "Nothing". "The Weight of Your Love" będzie ładnie wyglądało na mojej półce i to nie tylko dzięki przyciągającej wzrok oprawie graficznej.


Poznaj i pokochaj