Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękno. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 kwietnia 2016

Lianne La Havas "Blood"

Lianne ma przepiękny głos. Ta myśl będzie wam towarzyszyła w czasie słuchania tej płyty albo po prostu przestaniecie myśleć i zaczniecie z zachwytem wsłuchiwać się w te cudowne dźwięki.
Temat płyty to bardzo osobiste opowieści o związkach, miłości, nie tylko tej między partnerami, ale także tej między członkami rodziny.
Mama Lianne pochodzi z Jamajki, a tata z Grecji. Lianne postanowiła w czasie tworzenia tej płyty wybrać się na Jamajkę, te wyprawy były inspiracją dla "Green & Gold". Piosenka jest wesoła, ciepła i jasna, miała podobać się rodzicom Lianne i nic dziwnego, że tak się stało. Także tytuł albumu nawiązuje do tego jak Lianne zaczęła myśleć o swoich korzeniach - do bliskości jaką poczuła do obu krajów z których pochodzą jej rodzice.
Druga płyta Lianne jest bogatsza i bardziej zróżnicowana niż jej pierwszy (piękny) album. Słychać, że tym razem piosenkarka wyszła po za samotne granie z gitarą. "Unstoppable" jest bogate, radosne i przede wszystkim cudownie zaśpiewane. Jednak piosenką, która ukradła mi serce, jako pierwsza z tej płyty, jest "What You Don't Do". Każdy chciałby czuć się tak bardzo zakochany, a ci, którzy są odnajdą dużą przyjemność w śpiewaniu: "I've been saving up my time so I could spend it all on you, on you/Oh, all I need is to see you smile; I've forgotten how to be blue, blue". 
Uwielbiam atmosferę tej płyty i podziwiam wokal Lianne. Miałam szczęście usłyszeć ją na warszawskim  koncercie i zakochałam się w jej głosie jeszcze bardziej. Do tego dochodzi jeszcze ujmująca osobowość i energia, która od niej bije.
Tej płyty chce się słuchać idąc przez wiosenny park na spotkanie z ukochaną osobą.

Poznaj i pokochaj

niedziela, 2 października 2011

Ben Howard "Old Pine" [EP]


Ben Howard ma 23 lata i gra folkujące piosenki na gitarze. Nic nowego, młodzi ludzie z akustyczną gitarą pojawiają się na scenie jak grzyby po deszczu, no i świetnie, tym razem z zastępu młodych artystów udało mi się wyłowić Bena.
Ben jest fanem surfingu z Devon, który zrezygnował z dziennikarstwa na rzecz muzyki. Nie wiem jak wychodził mu ten pierwszy zawód, ale nie popełnił błędu wiążąc swoją przyszłość z muzyką.
Główny instrument to oczywiście gitara. Na szczęście nie czuje się znużenia jej dźwiękami i to nie dlatego, że EP-ka jak na takie wydawnictwo przystało jest krótka (cztery utwory), ale dlatego, że Ben łączy jej dźwięki z wiolonczelą, a przede wszystkim dlatego, że jego gra brzmi bardzo emocjonalnie. Tak samo jak jego śpiew. Ben ma mocny, dźwięczny głos. Najwolniejsza "Three Tree Town" opiera swój główny ciężar na zmianach w głosie Bena i płynnie przechodzi w piękną "Old Pine". Myślę, że to ona właśnie może przyciągnąć największą uwagę słuchacza. Rozwija się co raz mocniej podkreślając wokal i skupiając uwagę na refrenie, który chce się pamiętać i śpiewać z Benem. "Old Pine" opowiada o młodości, wspomnieniach ze wspólnych wyjazdów, kiedy świat jest piękny i bezpieczny, a problemy nie istnieją. Nostalgiczna, ale bardzo ciepła piosenka.

Debiut Bena Howarda ma niedługo ujrzeć światło dzienne, wyobrażam sobie, że będzie to pełna emocji płyta, której trzeba będzie poświęcić trochę czasu, żeby dobrze ją poznać, ale nie będzie to czas zmarnowany.

edit: Debiut, zgodnie z przeczuciem, świetny. Muzyka Bena podoba mi się jeszcze bardziej niż na początku, polecam z czystym sercem.

Poznaj i pokochaj

wtorek, 1 czerwca 2010

Wild Beasts "Two Dancers"


Wild Beasts, czyli czterech panów z Wielkiej Brytanii, odwiedzi nas w te wakacje na Open'erze. Jeśli macie bilet na ten festiwal, ale nie mieliście w planach posłuchania tego co panowie proponują, może teraz zmienicie zdanie, a jeśli nie macie biletu może kupicie go specjalnie po to, żeby stanąć pod sceną, kiedy oni będą grać.
Tak czy siak - opłaca się. Wild Beasts to ciekawy zespół, który może was zaskoczyć.
Płytę zaczyna "The Fun Powder Plot". Piosenka pulsuje spokojnie, po pierwszej minucie wślizguje się w jej rytm piękny głos Haydena Thorpe. Głos który może na początku zdziwić słuchacza - nieczęsto słyszy się falset na tle gitar i perkusji w tzw. zespołach indie. Rozmazane dźwięki gitar, świetne melodie i oszałamiający, teatralny głos Haydena po pierwszym możliwym zgrzycie, jednak zgrzycie wynikającym z tego, że "tego jeszcze nie słyszałem/am", spajają się w jedno zwierze.
Ogromną przyjemność sprawia mi wsłuchiwanie się w najdrobniejszą zmianę, która pojawia się w głosie wokalisty. Wystarczy posłuchać opowiadającą o przemocy "Hooting & Hoowling": "We're just brutes bored in our bovver boots". Hayden brzmi w tej linijce agresywnie, tak jakby tłumił ten prymitywny, rozbulgotany gniew o którym śpiewa.
W kontrze do bogatego głosu, który pochłania prawie całą uwagę słuchacza pojawia się inny, niższy głos, który nie jest tylko świetnym urozmaiceniem, ale sam mógłby grać pierwsze skrzypce w zespole. Tom Fleming w "All The King's Men" tworzy jedną z najlepszych piosenek na płycie.
Warto również polecić bliższe zapoznanie się z tekstami, myślę, że możecie poczuć się trochę zmieszani, są tak samo charakterystyczne jak muzyka. Na przykład "The Fun Powder Plot" opowiada o zdarzeniu w brytyjskim parlamencie, kiedy to działacze walczący o prawa ojców rzucili w Tony'ego Blaira prezerwatywami wypełnionymi fioletowym proszkiem.

Wild Beasts to oryginalny zespół, który stworzył piękną płytę. Szkoda by było gdybyście ją przegapili.


Poznaj i pokochaj - Hayden, Tom

poniedziałek, 23 lutego 2009

The Boxer Rebellion "Exits" i "Union"

Trzymacie się krzeseł? Dzisiaj przedstawię wam dwie płyty The Boxer Rebellion. Dlaczego? Dlatego, że tegoroczne "Union" jest w pewien sposób rozwinięciem "Exits". Dlatego, że obie są warte poznania i ważne dla tego zespołu.
The Boxer Rebellion powstali w 2001 roku, poznałam ich muzykę ok.2007 roku i zakochałam się. Od tamtej pory obserwuję ten zespół i mam nadzieję, że wreszcie zostaną docenieni. Sukces jaki odnieśli w podsumowaniu iTunes, w tym roku (4 miejsce), wydaje się zapowiedzią lepszych czasów dla tych panów. I bardzo, bardzo się z tego powodu cieszę. Tym bardziej, że do tej pory mieli raczej pod górkę. Mieli supportować The Killers, jednak do tego nie doszło. Wokalista Nathan Nicholson znalazł się w szpitalu z powodu groźnej choroby, była potrzebna operacja. Stracili umowę z wytwórnią po wydaniu "Exits"(2005).
Panowie jednak się nie poddali. Ruszyli dalej koncertować i pracowali nad nowym materiałem, powoli ukazując swoje nowe piosenki, aż do powstania najnowszej "Union".
Przybyli do Polski jako support Editors w 2007. Nasza publiczność przyjeła ich gorąco (byli genialni, zapewniam), a sympatyczni panowie byli zachwyceni.
Co więc nam panowie prezentują? Ich muzyka to raczej zimne, melancholijne granie. Jednak nie mam na myśli zestawu samych ballad ("Watermelon" i "Flight" z pierwszego albumu to zdecydowanie agresywne kawałki). To raczej ciemne, przejmujace piosenki. Gęste gitary i wysoki, zachwycający głos wokalisty tworzą fascynujacy klimat. Świetnie pasują do tego niegłupie, zmuszające do myślenia, osobiste teksty. W intensywnej "All You Do Is Talk" Nathan z mocą wyśpiewuje: "You are everything,/you're everything that i'm not,/and you talk, talk, all you do is talk". Wszystko brzmi szczerze, jest zaangażowanie i emocje. Ciche, bolesne "World Without End" z "Exits" zapiera dech w piersiach, "And in the night the lights went out/the world without end" - te słowa odczuwa się wręcz fizycznie. "The Gospel Of Goro Adachi" z najnowszego albumu to z kolei uzależniająca melodia, która delikatnie płynie i wciąga. Każda piosenka jest warta tego, żeby o niej napisać.
Jest coś pięknego w tych płytach. Lubię ich. Za muzykę i za to, że się nie poddali. Życzę im jak najlepiej. Mam nadzieję, że wy też ich pokochacie.

Poznaj i pokochaj
(obie płyty można słuchać do woli na Last.fm - "Exits" i "Union")

sobota, 14 lutego 2009

Ben Christophers "The Spaces In Between"

Słyszeliście o Benie? Nie? No i wielka szkoda. Na świecie jest wielu utalentowanych artystów, a Ben jak najbardziej się do nich zalicza.
Jednak straty można odrobić. "The Spaces In Between" wydana w 2004 roku, może być pierwszym krokiem w tę stronę. A jeśli was to zachęci to Ben ostatnio współpracował z Bat For Lashes i w tym roku będzie podróżował razem z Natashą.
Co takiego ma Ben, że warto się zapoznać z jego muzyką? Przede wszystkim ma chłopięcy, czasem lekko pretensjonalny, pełen siły głos. Duży atut, którego nie marnuje na nijakie piosenki. Warto też zwrócić uwagę na ciekawe teksty, Ben woli zdecydowanie poruszać niż rozweselać. Zaskakuje porównaniami, jest błyskotliwy, używa ciekawych metafor: "and you sway like empty clothes /in soulless avenues ", a to próbka z "Devil To Kill": "i've got these bones under me and i want to find a cure /for time before it's time for me".
Jest rozpoznawalny głos, są przyciągające uwagę teksty, zostaje nam muzyka. Tu Ben też nie zawodzi. Ma rękę do melodii, często wesołych, odwrotnie niż towarzyszące jej teksty, taka "Good Day For The Hopeless" brzmi raczej słonecznie. W delikatnej "The Drinking Tree" i w dość oszczędnej, z głosem Bena na pierwszym planie, "The Spaces In Between" można się zakochać.
No to nie ma na co czekać, idź się zakochać.


Poznaj i pokochaj
(piosenka z równie pięknej co ta, wcześniejszej płyty "My Beautiful Demon")

Koncert do wielokrotnego oglądania, klik

sobota, 22 listopada 2008

Kings Of Convenience "Riot On An Empty Street"


Kings Of Convenience to dwóch przyjaciół z Norwegii: Erlend Øye i Eirik Glambek Bøe. Zespół tworzy od 1999 roku, a teraz, po lewej stronie, widzicie okładkę ich drugiej płyty z 2004 roku. Jak widać panowie nie należą do tych co się śpieszą, prawda? Jednak nie myślcie, że leniuchują, Erlend współtworzy The Whitest Boy Alive i pracuje nad solową karierą DJ-a, a Eirik gra w Kommode.
Słyszeliście kiedyś coś tak niezwykle sympatycznego i delikatnego, że nie mogliście się od tego oderwać, a powrót do tych dźwięków zawsze sprawiał wam taką radość jakbyście po długiej podróży wrócili do domu? Jeśli nie to, uwaga, Panie i Panowie, przedstawiam: Kings Of Convenience!
"Riot On An Empty Street" to inteligentna i subtelna płyta. Piękne aranżacje i te dwa ciepłe głosy budują magiczne i urokliwe piosenki, które mienią się emocjami. To misternie utkana przeplatanka drobnych, cichych dźwięków i smug światła.
Ta muzyka porywa człowieka i każe mu płynąć ze sobą. Nie mam pojęcia jak to się stało, że tych dwóch panów trafiło na siebie, ale jestem wdzięczna, że do tego doszło. Eirik i Erlend idealnie się uzupełniają, razem są w stanie stworzyć coś niezwykłego. Na tej płycie mamy jeszcze jeden piękny głos, Feist użycza swojego talentu w "Know-How" i "The Build-Up". Kiedy jej głos pojawia się w tych piosenkach, człowieka przechodzą dreszcze, tego momentu nie da się zapomnieć. "I'd Rather Dance With You" jest z kolei tak zachwycająco wesoła, taneczna i bezpretensjonalna, że wasze nogi same będą rwały się do tańca.
Obaj panowie dysponują niesamowicie przyjemnymi dla ucha głosami. W pierwszej piosence na płycie - "Homesick", śpiewają: "I can't stop listening to the sound/of two soft voices blended in perfection", to chyba najtrafniejszy z możliwych opisów tej płyty i muzyki tych panów w ogóle.


Poznaj i pokochaj

sobota, 11 października 2008

Aqualung "Strange and Beautiful"


"Strange and Beautiful", album, wydany w 2005 roku, na potrzeby rynku amerykańskiego, to kompilacja dwóch pierwszych dzieł Aqualung: "Aqualung" i "Still Life". Sterem, żeglarzem i okrętem projektu, który działa od 2002 roku, jest Matt Hales, temu 36 letniemu Anglikowi pomaga czasem żona i brat, który towarzyszy mu też na koncertach.
Matt jest szczęśliwym właścicielem ciepłego wokalu, który otula słuchacza i ma tę cudowną zdolność wyrażania wielu emocji. I jak tu człowiek ma spokojnie żyć, kiedy słyszy jak w piękny, czarujący sposób Matt wyśpiewuje smutno i boleśnie w "Strange and Beautiful (I'll Put A Spell On You)": "I'll put a spell on you,/You'll fall asleep and I'll put a spell on you./And when I wake you,/I'll be the first thing you see,/And you'll realise that you love me." Myślę, że nie tylko ja wzruszam się przy tej piosence.
Na tej płycie został wymieszany cichy smutek człowieka samotnego z nigdy nieumierającą nadzieją i wszystko ładnie tu ze sobą zagrało, nie słychać, żeby ta płyta była tym, czym tak naprawdę jest - zlepkiem dwóch poprzednich albumów.
Po: "Feeling alone/With you by my side" ("Falling Out of Love") słyszymy smutne, jednak z nieśmiałą iskierką nadziei: "This is just one of those/Lonely night/The good times gonna come" ("Good Times Gonna Come"), a później już bardzo pozytywne: "What a feeling in my soul/Love burns brighter than sunshine " ("Brighter Than Sunshine").
Hales po prostu wyśpiewuje różne historie o różnych odcieniach, przecież każdy z nas wie, że tak to już w życiu jest - raz lepiej, a raz gorzej, ale nawet jak jest bardzo źle gdzieś tam czai się nadzieja na poprawę.
Co z muzyką? Mamy tu m.in pianino, delikatne melodie do pokochania, ciszę i przestrzeń. Nie brakuje też zaangażowania, Matt to bardzo utalentowany artysta, on wie o czym śpiewa, dlatego jest w stanie TAK to zaśpiewać, więc mamy też ten cudowny głos - oj, jest pięknie po prostu.

Na stronie Matta czytamy: "I have been making music since I was a baby. Seems like that's what I'm for. Mercifully, I love it. I love it!"
Nie trzeba już nic dodawać.

Poznaj i pokochaj