środa, 18 lutego 2015

Nick Mulvey "First Mind"

To pierwszy solowy album Nicka Mulveya, ale ten pan nie jest nowy na scenie muzycznej. Razem z Portico Quartet był nominowany w 2008r. do Mercury Music Prize, za ich jazzowy, debiutancki album. Nick grał na nietypowym instrumencie - hang drum.
Jednak Nick znudził się nim, znudził się zespołem, czuł, że chce zatrzymać przy sobie słuchacza, być bliżej, a tego nie dawała mu muzyka tworzona w zespole. Dzięki tej decyzji możemy słuchać "First Mind". Ten album potwierdza, że decyzja Nicka była najlepszą z możliwych, zresztą jak sam powiedział w wywiadzie dla independent.co.uk: "I'm much happier." No i wszyscy są zadowoleni - ja na pewno :)
Nick postawił na tej płycie na akustyczną gitarę i na swój głos. Gra lekko, tworząc delikatne krajobrazy dla swoich piosenek. Pewnie na styl jego gry miały wpływ studia na etnomuzykologii. Wydaje się, że Nick dość poważnie traktuje techniczne przygotowanie do gry na gitarze.
Gitara to nie jest dodatek, jest bardzo ważną częścią tego albumu, ciężko sobie wyobrazić inny styl gry, który tak pięknie brzmiałby z ciepłym głosem Nicka nucącym melodie, między słowami piosenek.
Nie da się docenić tej pięknej płyty składającej się z precyzyjnej wyplatanki subtelnych dźwięków w 3 min wciśnięte między jednym hitem a drugim, trzeba się skupić, odkryć te dźwięki dla siebie wsłuchując się uważnie w kolejne piosenki. Nie chcę przez to powiedzieć, że np.po mieniącej się "April", trzeba wysłuchać "Juramidam", która zmusza swoim rytmem do ruszenia się z miejsca, bo piosenki oddzielnie tracą jakiś punkt odniesienia. Po prostu po raz pierwszy dobrze jest wysłuchać całego albumu, żeby poczuć jakie ciekawe i zróżnicowane mogą być dźwięki gitary Nicka.
Jakoś tak bezpiecznie czuję się słuchając tej płyty. Wyobrażam sobie jeszcze wiosenne, ale już ciepłe, słoneczne, ciche poranki, najlepiej gdzieś na zielonej łące, na otwartej przestrzeni. Jeśli nie znajdę w danej chwili takiego miejsca, to jestem pewna, że kiedy zamknę oczy ta płyta pomoże przenieść mi się w jakiś relaksujący zakątek w wyobraźni.

niedziela, 28 grudnia 2014

James Bay "Hold Back The River" [EP]

James Bay ma na koncie dopiero trzy EP-ki (ta jest właśnie trzecia), był w trasie z równie świeżym zjawiskiem na scenie: Hozierem i został wyróżniony Brit Awards Critic Choice 2015. W 2015 roku możemy spodziewać się jego pierwszego pełnoprawnego albumu. W tempie ekspresowym zaczyna nam błyszczeć kolejny pan z gitarą. Według mnie, takich panów nigdy za dużo.
Jamesa warto obserwować nie tylko dlatego, że został już wyróżniony nagrodą, która przepowiada sukces (a może jest po części jego matką?). Bay ma swoją gitarę i mocny głos, i to jest główny powód dla którego warto się nim zainteresować. Skąd biorą się ci wszyscy utalentowani panowie?
Pierwsza na EP-ce tytułowa "Hold Back The River" jest tą piosenką, która przykuje waszą uwagę  i zachęci do poznawania reszty EP-ki i innych nagrań Jamesa. To taka piosenka, którą śpiewa się na koncertach razem z tłumem i przeżywa jakby dotyczyła każdego z nas. James ma już swój hymn, to pewne.
Równie dobra do tańczenia i śpiewania pod prysznicem albo wśród ludzi (w zależności od odwagi osoby śpiewającej) jest "Sparks". Jest mniej emocjonalna, ale ma bardzo fajną gitarę, więc szala się wyrównuje. Najmniej spektakularna jest "Wait In Line", jej cały ciężar opiera się na głosie Jamesa, ale, spokojnie, ma na czym się opierać, więc jest więcej niż dobrze. Piosenka ma też poruszający tekst, który powinien trafić do wszystkich, którzy na coś czekają.
Ostatni na płycie utwór to zapis występu Jamesa, a właściwie tylko "Hold Back The River". To potwierdzenie tego, że James Bay brzmi pięknie i przekonywująco również na żywo.

Ta EP-ka jest bardzo obiecująca, jestem bardzo ciekawa co James odda nam do rąk w marcu.

 Poznaj i pokochaj

niedziela, 2 listopada 2014

Sivu "Something on High"

Pod pseudonimem Sivu ukrywa się młody Brytyjczyk James Page. "Something On High" to jego debiut. O Sivu mogliśmy usłyszeć już trochę wcześniej za sprawą piosenki "Better Man Than He" i towarzyszącemu jej klipowi przedstawiającego Sivu śpiewającego w... aparacie do MRI, czyli do wykonywania rezonansu magnetycznego. Oryginalny obrazek na szczęście jest tłem dla świetnej piosenki, a nie czymś co wysuwa się na pierwszy plan.
Pierwsze co mnie urzekło to (oczywiście) głos Sivu. Jest miękki, ciepły, czasem przechodzi w falset. Stworzony do śpiewania niebanalnych tekstów.
Na albumie odnajdziecie dużo nawiązań do religii, jednak Sivu nie zalicza się do osób religijnych. Religijne odniesienia mają raczej tworzyć pewien obraz, pokazywać niepokój, otwieranie nowego etapu, a religijna metafora wydała mu się idealna. Sivu przeprowadził się do Londynu i próbował odnaleźć się w nowej rzeczywistości, na płycie opowiedział o swoich przeżyciach z tego okresu, o nowym początku np. ciężkie, mroczne "Love Lives In This House" powstało w momencie, kiedy James czuł się samotny, w mieszkaniu wynajmowanym z obcymi osobami.
Jednym z najbogatszych utworów ze smyczkami, bębnami i głośniejszymi gitarami jest "Miracle (Human Error)", który jest też "głośnym" i mocnym punktem na płycie z powodu poruszającego tekstu zaśpiewanego z dużym zaangażowaniem. Mamy też na płycie jaśniejsze punkty jak "Can't Stop Now" opowiadająca według słów autora o byciu w zespole, nie rezygnowaniu z tego co się robi. Bez znajomości tej interpretacji mogłabym uznać, że piosenka opowiada o czymś innym - i to jest siła jego twórczości. Teksty są osobiste, ale napisane tak, że stają się uniwersalne, każda z tych piosenek może być naszą prywatną historią.
Mam nadzieję, że skromy i sympatyczny Sivu, zasłuży sobie swoimi poruszającymi piosenkami na miejsce w waszych głowach i sercach. Jak cudownie byłoby usłyszeć go na żywo.

Poznaj i pokochaj

Cała płyta do odsłuchania

niedziela, 19 października 2014

Nothing But Thieves "Graveyard Whistling" [EP]

Zakochałam się w muzyce Nothing But Thieves.
Zespół ma na koncie jedną EP-kę, oprócz tej, którą tu widzicie, możecie więc na świeżo zapoznać się z całkiem nowym, ciekawym zespołem (nowym, jeśli nie policzymy lat grania po garażach - panowie znają się ze szkoły). To co przykuło mnie do słuchawek za pierwszym razem kiedy ich posłuchałam to głos Conora, który wyśpiewywał linijki w "Emergency" - czasem delikatny, czasem silny, umiejętnie budujący napięcie. Każda z piosenek na tej EP-ce jest na swój sposób piękna i każda pokazuje różne odcienie głosu wokalisty. W poruszającym "Last Orders" głos Conora płynie przez dźwięki bez wysiłku, jest kruchy, delikatny, w "Itch" jest mocny, ostry. Muzycznie panowie tworzą różne przestrzenie od tych gęstych i zamkniętych po otwarte, pełne powietrza, oddechu. Bardzo, bardzo dobrze się tego słucha.
Czekam z niecierpliwością na ich pierwszy album.

p.s EP-kę można za darmo pobrać z oficjalnej strony zespołu (kliknij w "poznaj")


Poznaj i pokochaj

niedziela, 31 sierpnia 2014

George Ezra "Wanted On Voyage"

George Ezra to następny młody (21 lat) artysta, o którym zrobiło się ostatnio głośno. George jak na swoje młode lata ma bardzo dojrzały, głęboki  głos, którym już na początku płyty wygrywa uwagę słuchacza.
To co ma do zaoferowania George pięknie pokazuje świetna pod wieloma względami siódma na albumie, a pochodząca z EP-ki "Did You Hear the Rain?". Zaczyna się wstępem a capella, a później rozwija się w mroczną bluesową piosenkę. "Oh, did I send a shiver/Down your spine?" śpiewa George i aż chce się odpowiedzieć "tak!", bo aż czuć ciarki przechodzące po plecach od tego mocnego wokalu wybrzmiewającego na tle mrocznej muzyki. Na płycie znajdziemy mieszankę folku, bluesa, indie. Piosenki mają raczej prostą formę, cieszą dobre teksty i chwytliwe melodie. Na tej płycie jest wiele pozostających w pamięci momentów, choćby "Budapest" czy "Cassy O' ", które łatwo zacząć nucić razem z ich sympatyczny autorem.
George brzmi dobrze również w mniej przebojowym repertuarze. "Breakaway" rozwija się powoli aż do podbijającego wymowę piosenki chóru na końcu. Piosenka opowiada o dziewczynie z poczuciem wartości zdeptanym przez jej partnera, George oferuje jej schronienie. Bardzo podoba mi się ten spokojny i pełen powagi utwór.
Dla Georga inspiracją dla albumu była jego podróż do Europy, a teraz on zabiera nas w podróż, a za  przewodnika mamy jego chropowaty głos. W wywiadzie dla coupdemainmagazine.com George powiedział, że jedyne czego pragnie to, żeby jego muzyka została w czyjejś pamięci, a już wspaniale by było gdyby stała się ścieżką dźwiękową dla czyichś szczęśliwych dni. Myślę, że jego życzenie właśnie się spełnia, przynajmniej jeśli chodzi o mnie.


Poznaj i pokochaj ponure dźwięki i te weselsze

środa, 25 czerwca 2014

Rhodes "Raise Your Love" [EP]

"Raise Your Love" to pierwsza EP-ka Davida Rhodesa. Niedawno wydał drugą - "Morning", obie są warte uwagi, ale napiszę o pierwszej, ponieważ to piosenki z tej EP-ki sprawiły, że nie spuszczę z oczu tego co robi ten 24-letni Brytyjczyk.
Co ciekawe Rhodes tworzy dopiero od roku, a już ściągnął na siebie zainteresowanie. Jeśli posłuchacie jego piosenek będziecie wiedzieli, że to zainteresowanie nie jest na wyrost, że David ma to "coś".
Pierwsza piosenka "Run" i zamykająca EP-kę "Raise Your Love" powalają. W refrenie "Run" David przejmująco śpiewa: "Oh, why do we run, run, run/so far from each other?" (w niektórych momentach Rhodes przypomina mi Bena) i to jest jego specjalność - poruszanie słuchacza. "Raise Your Love" z delikatną gitarą i perkusją w tle, z jasnym głosem Davida na pierwszym planie zachwyciła mnie przy pierwszym odsłuchaniu. W obu tych piosenkach jest przestrzeń, lekkość i dramatyzm. David angażuje słuchacza w przeżywanie razem z nim trudnych emocji.
I jakie to jest wszystko boleśnie piękne.


Poznaj i pokochaj

piątek, 20 czerwca 2014

Years & Years "Real" [EP]


Years &Years dopiero zaczynają swoją muzyczną drogę. "Real" jest ich drugą EP-ką, którą wydali w lutym tego roku, teraz szykują trzecie EP. Na "Real" są właściwie dwie piosenki: "Real" i "Eyes Shut". Reszta to remixsy. Remix jako taki nieczęsto mnie interesuje, więc te też są mi obojętne.
Wokalistą grupy jest Olly Alexander, który spełnia się też jako aktor (m.in "Skins"; "Jaśniejsza od Gwiazd"; "Wielkie Nadzieje") jednak to nie ten fakt zapewnił im umowę z Kitsuné. Pulsująca muzyka i ciekawy głos Olly'ego powinny poprowadzić ich prosto do większych sal. Mam nadzieję, że ich następne dokonania będą równie dobre jak świetne "Real" - co cieszy, świetne nie tylko muzycznie, ale też tekstowo. Do piosenki mamy równie fajny klip w którym występuje Ben Whishaw, z którym Olly grał w "Jaśniejsza od Gwiazd". Olly wytłumaczył, że bardzo podoba mu się sposób w jaki tańczy Ben i chciał, żeby ludzie w klipie tańczyli właśnie tak - jakby byli zahipnotyzowani. Powstał z tego bardzo ładny obrazek.




Poznaj i pokochaj